czwartek, 14 sierpnia 2008

Day off

Dzis wypadl mi i Jackowi przed ostatni dzien wolny w robocie. Dni do wyjazdu policzone, podroz wstepnie zaplanowana, zakupy porobione, nie zostalo nic innego jak oddac sie relaksowi na campie.
W skrocie podjar na golfa i wielkie drzewo z hustawa nad woda.
Foto wszystko wyjasnia.

Golfiarz nr 1


Golfiarz nr 2


Po seri probnej rozpoczela sie powazna gra, w rankingu notowana troszke ponizej US Open ale kibice nie nazekali na brak emocji.





Aha prawdziwi golfierza graja zawsze z tamtad gdzie upadnie pilka (chyba ze nie mozna jej znalezc). Jacek trzymal sie tej zasady.



Po zakonczeniu turnieju pojechalismy z Dave'm naszym szefem z kuchni, ktory akurat mial przerwe na lokalny spot z hustawa do rzeki. Mila odmiana od wiecznego plywania tylko w plaskim jeziorze.



Dave tez pokazal jak to sie robi w ameryce



Poza hustawa mozna bylo zaladowac do wody z gory co tez uczynilem (sekwa w paincie wiec bez cudow)


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

super;))Pozdrawiam.K.